Malarz Czesław Lenczowski oczami córki i wnuczki!
„Tata mówił niewiele… Jakby każde słowo było zbyt ciężkie, żeby je wypowiedzieć” – wspomina pani Anna, córka malarza Czesława Lenczowskiego, związanego ze Starym Sączem. Obok niej stoi jej córka, Wanda.
„Dziadek pokazywał mi tylko numer obozowy na ręce. Resztę musiałam dopowiedzieć sobie sama… z książek, z ciszy, z jego spojrzenia”. To właśnie od tej ciszy zaczyna się historia, która po latach znów zaczęła mówić.

Powrót pamięci
17 kwietnia 2026 roku, na zaproszenie dyrekcji starosądeckiej Szkoły Podstawowej nr 1 oraz koordynatorek projektu – pani Jadwigi Postawy i Urszuli Dzięgi – delegacja ze Starego Sącza, na czele z Burmistrzem Jackiem Lelkiem, przekroczyła bramę dawnego obozu Auschwitz. To miejsce, gdzie historia nie potrzebuje komentarza, a każde słowo wydaje się zbędne. Tym razem jednak przyjazd miał szczególny charakter – był powrotem do twórczości człowieka, który przeszedł przez piekło obozu i potrafił je zapisać… obrazem.


Na spotkaniu w obozie byli również najbliżsi artysty – jego córka i wnuczka. Dla nich nie była to zwykła wizyta. To było kolejne spotkanie z przeszłością ojca i dziadka, którego znały bardziej z codzienności niż z wojennej gehenny.

W muzealnych przestrzeniach, do których na co dzień nie mają dostępu zwiedzający, pokazano wszystkie zachowane prace Czesława Lenczowskiego powstałe w obozie. Przechowywane w specjalnych warunkach, chronione przed światłem i czasem, stanowią niezwykłe świadectwo – nie tylko talentu, ale przede wszystkim siły przetrwania.

Burmistrz Starego Sącza Jacek Lelek nie krył wzruszenia. Szczególnie poruszył go obraz przedstawiający „Jarmark w Starym Sączu”.
– Widać w nim tęsknotę – mówił. – Tęsknotę za domem, za rodziną, za normalnym życiem.
I trudno się z nim nie zgodzić.
Odkrycie, które zmieniło wszystko
Historia powrotu twórczości Lenczowskiego do zbiorowej pamięci zaczęła się właściwie przypadkiem.
Pani Jadwiga Postawa, nauczycielka ze Szkoły Podstawowej nr 1 w Starym Sączu, od lat zajmowała się edukacją regionalną. Postać Lenczowskiego nie była jej obca, ale – jak sama przyznaje – nie zdawała sobie sprawy z pełnej skali jego obozowej twórczości.
Przełom nastąpił podczas jednego z wyjazdów edukacyjnych. Najpierw Terezin, potem zajęcia w Międzynarodowym Centrum Edukacji o Auschwitz i Holokauście. I jeden moment – niemal symboliczny.
Usiadła przy ścianie.
Na niej wisiały obrazy.
– Okazało się, że patrzę na prace Lenczowskiego – wspomina. – To było jak odkrycie czegoś, co przez lata pozostawało tuż obok, a jednocześnie było niewidoczne.
Rozmowy z historykami sztuki tylko potwierdziły, że kolekcja jest znacznie większa. Że istnieją dziesiątki prac, które powstały w obozowym Lagermuseum – miejscu szczególnym, gdzie sztuka stawała się formą przetrwania.
To odkrycie dało początek projektowi, który dziś przywraca pamięć o artyście.

Człowiek, który ocalał
13 kwietnia 1942 roku – data, która na zawsze zmieniła życie Czesława Lenczowskiego.
Aresztowany za działalność konspiracyjną i kolportaż nielegalnej prasy, po kilku tygodniach więzienia trafił do Auschwitz. W transporcie było 60 mężczyzn. Większość z nich nie przeżyła.
On znalazł się wśród nielicznych.
Pracował w komandzie ślusarskim. Każdy dzień był walką o przetrwanie. Głód, strach, przemoc – codzienność obozu nie pozostawiała miejsca na nadzieję.
A jednak tworzył.
W obozie powstawały jego obrazy – pejzaże i sceny, które niosły w sobie coś więcej niż tylko zapis rzeczywistości. Były ucieczką. Powrotem do domu. Próbą zachowania człowieczeństwa.
W jego powojennych relacjach nie ma patosu. Jest fakt. Jest pamięć. Jest ciężar doświadczenia.
Po wojnie wrócił do Starego Sącza. Dokończył studia, pracował jako nauczyciel, malował. Zostawił po sobie tysiące prac.
Ale o obozie mówił niewiele.

Dom, który pamięta
W Starym Sącza nadal stoi dom malarza.
Nikt już tam nie mieszka na stałe. A jednak wszystko wydaje się żywe.
Na ścianach portrety. Twarze bliskich. Spojrzenia zatrzymane w czasie.
Andrzej Długosz, prezes Towarzystwa Miłośników Starego Sącza, oprowadził nas po domu, przybliżając jego przeszłość oraz niezwykłą drogę życia artysty.
– Pozostawił po sobie około 5 tysięcy obrazów i portretów. Tworzył dla kościołów, teatrów, muzeów oraz osób prywatnych. Do dziś jego prace stanowią ważną część lokalnego dziedzictwa – tłumaczy.
W tym domu łatwo zapomnieć o czasie.
– On bardzo kochał rodzinę i innych ludzi– mówi Wanda- Mimo tak dramatycznych doświadczeń obozowych wciąż w nich wierzył.
Łatwo też zrozumieć, że sztuka Lenczowskiego nie była tylko zawodem. Była sposobem na życie. I – być może – na ocalenie.
Wystawa, która przywraca pamięć
Już 16 czerwca mieszkańcy Starego Sącza będą mogli zobaczyć prace artysty. Nie oryginały – te pozostają w muzeum – ale ich fotograficzne odwzorowania.
To jednak nie zmienia ich znaczenia.
Wystawy zostaną zorganizowane w Szkole Podstawowej nr 1 oraz w Starosądeckiej Bibliotece Publicznej. Będą okazją do spotkania z historią, która przez lata pozostawała w cieniu.
To także dowód na to, że pamięć można przywrócić.
Że nawet po dekadach można odkryć coś na nowo.

Cisza, która mówi
Na końcu znów wracamy do rodziny.
Do wspomnień, które są najcenniejsze.
– On był bardzo skromny – mówi pani Anna. – Myślę, że byłby zdziwiony, że dziś tyle się o nim mówi.
Pani Wanda uśmiecha się lekko.
– Dla mnie był po prostu dziadkiem. Dobrym, ciepłym człowiekiem. Nie bohaterem. Nie artystą. Po prostu kimś, kto był obok.
Chwilę milczy.
– I chyba najbardziej żałuję, że nie zdążyłam z nim porozmawiać… tak naprawdę.
I może właśnie w tym zdaniu kryje się cała prawda.
Bo czasem najważniejsze historie nie są zapisane w książkach ani obrazach.
Tylko w tym, czego nie zdążyliśmy powiedzieć.

Autor tekstu i zdjęć: Monika Chrobak UM Stary Sącz

